Anna zacisnęła mocniej dłonie na
kawałku materiału który jeszcze do niedawno mógł służyć jako chusteczka.
Wymięta, ze świeżymi dziurami od ciągłego obskubywania nie nadawała się już do
niczego. Przypuszczała jednak, że i tak nie będzie jej potrzebna. Nie będzie płakała.
Od dawna tego nie robiła.
Spojrzała po raz kolejny na ciemne
drzwi. Wolałaby mieć to już za sobą. Obiecali jej, że to będzie ostatnia
wizyta, że nigdy więcej nie będzie musiała patrzeć w oczy temu mężczyźnie. Ta
myśl ją pokrzepiała, dodawała otuchy i odwagi, a musiała przyznać, że miała jej
niewiele.
Drzwi się uchyliły, skrzypnęły źle
naoliwione zawiasy. A może właśnie miały złowrogo zawiadamiać, że nadszedł czas
na stawienie czoła wielkiemu Wizengamotowi?
— Anna Stark. — Chudy, niewysoki
czarodziej w wielkich, rogowych okularach miał znudzony, obojętny wyraz twarzy.
Jakby rozprawa w sprawie śmierciożercy nie była dla niego czymś nowym.
Przepuścił Annę i zamknął za nią drzwi.
Na krześle w samym centrum Sali
Rozpraw siedział już Evan Rosier. Zgarbiona, niemal skurczona w sobie,
wychudzona, trzęsąca się istota w niczym nie przypominała osoby, którą Anna
pamiętała ze swoich koszmarów. Długie blond włosy zamieniły się w poklejone,
rozrzedzone strąki, niegdyś przystojna twarz doznała poważnych, nieodwracalnych
obrażeń, a przejmujące, diabelskie oczy zapadły się w głąb czaszki. Z rozprawy
na rozprawę z dawnego siebie, Evan Rosier zamieniał się w gnijącą poczwarę.
Gdy go mijała czuła na sobie jego
wzrok wwiercający się błagalnie w jej postać. Wspięła się na wskazane miejsce
niedaleko oskarżonego i usiadła, starając się nie rozpaść wewnętrznie.
Ostatni raz, powtarzała w myślach,
musisz go znosić ostatni raz.
— Wszyscy doskonale znamy winy
znajdującego się przed nami śmierciożercy. — Wysoki, podstarzały Auror z
włosami związanymi w kucyk prowadził sprawę Rosiera od samego początku.
Williamson, jeden z pozostałych po wojnie przy pracy Aurorów, któremu Minister
Shacklebolt wciąż ufał. — Nie tylko porywał, torturował i mordował na zlecenie
samego Toma Riddle’a, robił to także dla swojej przyjemności. Po tygodniach, w
których usłyszeliśmy zeznania ocalałych ofiar, nareszcie możemy zakończyć
proces. Wyrok jest oczywisty. By jednak ze spokojnym sumieniem można było
zamknąć tego człowieka w Azkabanie, wysłuchajmy osoby, której Evan Rosier
wyrządził najwięcej krzywd. — Wzrok Williamsona spoczął na niej. — Panno Stark,
czy mogłaby pani opowiedzieć nam swoją historię?

Uuuu zaczyna się mrocznie! Trochę (bardzo?) się boję, co tam będzie dalej, mam najgorsze (najlepsze?) skojarzenia. Także pisz, pisz, żeby rozwiać moje wątpliwości xP No i w ogóle wooow, powrót do blogów, to jednak zawsze będzie dla nas taki drugi dom, ukochane miejsce w internecie. Platformy się zmieniają i szablony i tematy, ale jednak ciągle jest coś swojskiego w tym. Także trzymam kciuki :*
OdpowiedzUsuń